2007-03-28 20:14:52 >>

Po południu po porcie....



Dziś załatwiałem Internet w telekomunikacji. Ciekawe kiedy podłączą mnie do tego świata nieograniczonej łączności i wiadomości o świecie. Kurcze muszę przyznać, że trochę mnie netu brakuje. Ale ile czasu mam. W Telekomunikacji bo tylko ją mogę u siebie podłączyć. Wybrałem opcję 1024 kb/s. Przez pierwsze sześć miesięcy 28 zł, a kolejne trzydzieści po 56 zł. Do tego modem Livbox no i chciałem jeszcze telewizję cyfrową, ale z tym zobaczymy w każdym razie w umowie którą podpisywałem nic o niej nie było wspominane. Teraz mają do mnie przedzwonić i zobaczymy co wyjdzie. Dodatkowo za konserwację linii zapłacę około 30 zł. Teraz można mieć net bez abonamentu telefonicznego, ale za to trzeba zabulić za linię. Naprawdę pomysłowa jest ta nasza Telekomunikacja.
Następnym moim posunięciem dzisiejszego dnia było pojechanie z Chruścielem do RSA. Sklepu rowerowego na pasie powojennego lotniska w Gdańsku Zaspie. Chciałem kupić tarcze do suportu. No niestety nie było tych co ja chciałem jedyną którą znalazł to najmniejsza od Alivio. To mnie nie satysfakcjonowało. Na czwartek ma przywieść komplet zębatek do suportu. Mają być standardowego Deore. Chociaż suport mam LXa. Mają pasować. No i dwie najmniejsze zębatki do tylniej kasety. Gdy to wszystko założę napęd mam mieć praktycznie sprawny. Do tego Paweł zaproponował mnie kupno manetek Deore za 130 zł. Niezła cena bo jedna zwykle kosztuje 100 zł.
Gdy ustalałem to wszystko w RSA przez telefon buczał już Adaśko który czekał na mnie w umówionym miejscu czyli Sopocie Kamiennym Potoku. Dziś niespodziewanie zadzwonił abym wyskoczył z nim na rower. Wczoraj nie był na wycieczce Mietka, to dziś chciał pobrykać w swoich nowych SPDach. Wcisnąłem go na godzinę czternastą. Tylko jakoś mam opóźnienie w planach. Chciałem z nim przejechać szlak niebieski i go pomierzyć na odcinku Sopot – Matarnia. W każdym razie poinformowałem go aby przedzwonił za pół godziny i wtedy ustalimy gdzie się spotykamy.
W ciągu tego czasu znalazłem się z powrotem w domu. Zaraz telefon od Adaśko gdzie jest. Żabianka, no to tam gnam. Drastyczna zmiana planów. Jedziemy do Sopotu na moli i stamtąd przejedziemy się trasą którą planowałem dla Niemców.
Sopockie molo, a właściwie jego lądowa część jest w całkowitej przebudowie. Wszędzie ryją. Ciekawe czy zdążą przed sezonem, bo inaczej głupio wyjdzie. Chwila odsapnięcia. Cham… Muszę przyznać, że czuję tę wczorajszą trasę po Trójmiejskim Parku Krajobrazowym. Głowa boli niczym po kacu. Czyli odwodniłem organizm. No tak na koniec nic nie piłem i tak to się kończy. W każdym razie dzisiejsza trasa ma być łatwa. Pogadaliśmy chwilę o mojej ostatniej wyprawie i autorytatywnej grupie Mietka czyli GERze i rzuszyliśmy deptakiem do Brzeźna. Nawet nigdzie po drodze się nie zatrzymaliśmy, nie wjechaliśmy na, żadne molo. Przemknęliśmy przez gdańskie molo i zjechaliśmy do Kapitanatu Portu w Nowym Porcie. Stoi tutaj stara zabytkowa latarnia. Zresztą budynek Kapitanatu też jest zabytkowy.
Przerwa na fajkę i wypatrzyłem, że na redzie holowniki chwyciły na hol jakiś spory niebieski statek. Zauważyłem, że jest już nawet holowany, czyli niedługo będzie przepływać pod naszymi nosami. Zapada moja decyzja, że czekamy, aż go wciągną do portu. Z daleka zanosiło się, że będziemy długo czekać. Co najmniej pół godziny. Jednak nie. Najpierw cała kawalkada zniknęła nam z oczu za falochronem, aby nagle się wynurzyć z ogromem holowanego statku.
Ciągnięty on był z przodu przez holownik” Bóbr”, a jako sterujący z holem od strony rufy płynął „Taurus”. Wprowadzały one samochodowiec „City of Barcelona”, jego portem macierzystym jest Douglas chyba w Stanach Zjednoczonych. Jak będę miał net to wszystko określę, jego port macierzysty, armatora i tp. Z Adaśkiem byliśmy pewni, że wciągną go do portu gdzie jest strefa wolnocłowa i rozładowują głównie samochody. Jednak nie. Holowniki odstawiły samochodowcem jak to określił Adaśko „Jezioro łabędzie” i statki popłynęły w głąb portu Gdańskiego. Tyle, że w odwrotnym szyku. Teraz Taurus ciągnął, za rufę City of Barcelona. Bóbr będący najmniejszą jednostką w tym całym zestawie, asekurował samochodowiec. Bardzo fajnie to wszystko wyglądało. A ja, non stop pstrykałem fotki.
Nadbrzeże przy kapitanacie jest do tego idealnym miejscem. Chyba nie tylko ja poluję na statki. Przyjechał tutaj jeszcze jakiś gościu samochodem który również uwieczniał cały ten spektakl za pomocą lustrzanki. Poza nami było kilku wędkarzy. Ogólnie było dość chłodno i mało kto wytrzymywał tutaj dłuższą chwilę. Stwierdziliśmy jeszcze gdzie mogą zacumować statek, a, że to było na trasie naszej wycieczki postanowiliśmy jak najszybciej tam się przedostać.
Pognaliśmy jak najszybciej na przystań promową. Mijaliśmy się z pędzącą torami piętnastką. Zepchnęła mnie ona na chodnik. Który przywitał moją pękniętą ramę wybojami i dziurami. W końcu zaczęliśmy zbliżać się do przystani. Już z daleka zauważyłem, że stoi na niej prom. Niestety w ostatniej chwili podniósł rampę i odpłynął. Adaśko próbował jeszcze wskoczyć ale pomyślał co by się mogło stać gdyby nie wypiął się z SPDów. Musieli by go wyławiać??
W pobliżu była zacumowana Oceania. To jeden z naszych nowszych większych żaglowców. Jego charakterystyczną cechą jest to że ma od góry do dołu pojedyncze prostokątne i sterowane komputerem żagle. O ile się nie mylę jednostka jest przystosowana do rejsów arktycznych. Jak będę mieć net to sprawdzę. Jej właścicielem jest Polska Akademia Nauk. Porobiłem kilka fotek i pognaliśmy na prom który zbliżał się znowu do naszego brzegu. Tutejszy prom jest chyba największą tego typu jednostką jaka pływa po naszych rzekach. Może przewozić nawet Tiry. No i ma własny napęd. Może w Świnoujściu są większe. Nie wiem, ale to całkiem możliwe. Tamte też przewożą Tiry Oczywiście jest płatny. Przewiezienie roweru kosztuje 1 zł. Kursuje codziennie poza niedzielą. Szkoda, bo bardzo by ułatwił zwiedzanie zarówno Nowego Portu jak i Westerplatte w niedzielę. Pływa jeszcze chyba prom pasażerski trochę bardziej na północ, ale przeznaczony jest on tylko dla pracowników. To też trzeba sprawdzić. Ta informacja była by bardzo cenna.
Jadąc w kierunku Westerplatte znaleźliśmy naszą zgubę, która uciekła sprzed naszych oczu. Stała zacumowana do międzynarodowej przystani promowej. Rampa wyładunkowa opuszczona, a holowniki powróciły na miejsce oczekiwania na kolejną sztukę morską. Standardowe fotki i jedziemy na Polską placówkę.
Westerplatte o tej porze roku jest opuszczone. Ludzi tutaj można policzyć na palcach. W sezonie wolnego miejsca nie można znaleźć. Wjechaliśmy na kopiec na którym stoi pomnik. Jeszcze wypatrzyłem jakąś jednostkę opuszczającą port i zrobiłem nam pamiątkową fotkę na schodach pomnika. Wypaliliśmy fajkę pokoju. Porobiłem ostatnie tego dnia zdjęcia i ruszyliśmy do centrum Gdańska.
Gdy wjeżdżaliśmy na Długą trwał jakiś festyn. Na scenie ujrzałem pod zwałami reklam rower. Dopiero Adaśko oświecił mnie, że to motocykl żużlowy. E… Motocykl… Jedziemy…
Przez stare miasto pojechaliśmy wzdłuż Grunwaldzkiej do Oliwy gdzie na dworcu pożegnałem towarzysza udającego się SKMką do Rumi. Wcześniej zjadłem zapiekankę w pobliskim barze. Muszę przyznać, że zmęczony wróciłem do domu.

skomentuj (0)